Leopold Broszko – urodził się 25.08.1930 r. w Kołomyi dawne województwo stanisławowskie, obecnie zamieszkały w Cieszkowie.
"Pochodzę z rodziny rzemieślniczej. Dziadek Jan był garbarzem i kuśnierzem. Ojciec miał troje rodzeństwa (dwóch braci oraz siostrę). Mój ojciec Andrzej, najstarszy z rodzeństwa pracował w elektrowni w Kołomyi jako elektryk. Mama Bazylia zajmowała się domem.
Ukończyłem szkołę podstawową w Kołomyi im. T. Kościuszki (6klas). Następnie (od 1943 r.), aż do samego wyzwolenia pracowałem w zawodzie fryzjera – w sumie w dwóch zakładach fryzjerskich. Po wyzwoleniu również pracowałem jako fryzjer (około dwóch miesięcy), ponieważ Rosjanie odkryli w moich dokumentach informację na temat moich kwalifikacji w tym zawodzie. Natomiast ostatnim moim miejscem pracy, aż do momentu przesiedlenia w 1946 r. – był zakład ślusarski (Miejski Kombinat Przemysłowy), w którym pracowałem jako mechanik samochodowy. Równolegle uczyłem się wieczorowo – przygotowując się do zawodu jako ślusarz obróbki części samochodowych. Zajęcia w szkole odbywały się co drugi dzień.
Po zakończeniu wojny ojciec w dalszym ciągu pracował w elektrowni w Kołomyi. Miał opinię bardzo dobrego, sumiennego pracownika. Jednak atmosfera i nastawienie ze strony ówczesnego społeczeństwa ukraińskiego w stosunku do Polaków nie było dobre. Ojciec był zmuszony opuścić Kołomyję wraz z nami. Wczesną wiosną 1946 r. zgłosił się do Urzędu Repatriacyjnego z wnioskiem o możliwość przesiedlenia nas na zachód. Na transport czekaliśmy do 14.04.1946 r. Wyjechaliśmy wówczas pociągiem z Kołomyi (ponad 100 rodzin w 70 wagonach).
W Kłodzku nasz transport został podzielony na dwie części. Część wagonów pojechało w stronę Lądka Zdroju, a druga część w tym my, ruszyliśmy w kierunku Bystrzycy Kłodzkiej. Na miejsce dotarliśmy na początku maja 1946 r. Ojciec, jako elektryk, zgłosił się do organizacji Zjednoczenia Energetycznego we Wrocławiu i podjął pracę w jednej z podstacji energetycznej. Jego praca polegała na odbudowywaniu zniszczonych po wojnie linii energetycznych.
W październiku 1946r tatę skierowano z Wrocławia na placówkę do Milicza. Nasza cała rodzina przybyła wtedy do Cieszkowa. Pamiętam, że mieliśmy zgłosić się do mieszkania przy ulicy Kolejowej (w pobliżu dzisiejszej siedziby przedszkola), ale okazało się na miejscu że mieszkanie było już zajęte. Trafiliśmy w końcu na ulicę Kościuszki w Cieszkowie – do domu, w którym do dziś mieszkamy. Na początku dom, który nam przydzielono był w bardzo złym stanie, nie było dachówek na żadnym budynku, mury były popękane, wewnątrz nie było niemalże niczego. Zmuszeni byliśmy stopniowo sami, we własnym zakresie wyremontować mieszkanie. Z czasem zagospodarowaliśmy ogród oraz przyległe do posesji pole (w sumie 70 arów). Ojciec w dalszym ciągu pracował jako elektryk w Miliczu, mama natomiast zajmowała się małym gospodarstwem rolnym oraz domem.
Od lipca 1946 r. podjąłem pracę w Polskiej Żegludze na Odrze – w stoczni rzecznej we Wrocławiu, w charakterze ślusarza. Codziennie dojeżdżałem do pracy z Cieszkowa do Wrocławia pociągiem. Pracowałem tam do czerwca 1950 r.
A teraz o jednej z moich największych pasji życiowych – czyli lotnictwie. Już od najmłodszych lat, od dzieciństwa pasjonowało mnie lotnictwo. Zawsze chciałem móc wznieść się ponad ziemię. Marzenie to zacząłem realizować tak na poważnie w 1948 roku. Rozpocząłem zajęcia nauki latania szybowcem w aeroklubie we Wrocławiu. Ukończyłem 6 – tygodniowy kurs /I i II stopnia/. Szkolenie prowadzone było przez organizację o nazwie: „Służba Polsce”. Po ukończeniu kursu nadal uczęszczałem na zajęcia do aeroklubu. W kolejnych latach w dalszym ciągu systematycznie podnosiłem swoje umiejętności lotnicze. I tak kolejno: w 1949 r. ukończyłem szybowcowy kurs III stopnia ; w 1950 r. szybowcowy kurs IV stopnia. Oba te szkolenia odbyłem w Jeżowie Sudeckim.
Jesienią 1950 r. zostałem wcielony do Wojska Polskiego. Służbę odbywałem w Zamościu – w Technicznej Szkole Wojsk Lotniczych. W dalszym ciągu miałem styczność z lotnictwem - „opiekowałem” się tam sześcioma samolotami wojskowymi, m. in. pod kątem sprawności technicznej. Podczas służby w wojsku zdołałem ukończyć również kurs radiotechniczny (ściśle związany z lotnictwem). W międzyczasie rozpocząłem naukę w szkole wieczorowej – w Gimnazjum w Zamościu. Nauka była dla mnie zawsze bardzo ważna, jednak okres wojenny nie sprzyjał temu. W Zamościu przebywałem aż do 1954 r. Po odbyciu służby wróciłem do Cieszkowa. I tu poznałem swoją żonę. Młoda śliczna praktykantka Urzędu Gminy. Pobraliśmy się rok później, do dnia dzisiejszego jesteśmy szczęśliwym małżeństwem.
Z Cieszkowa przez jakiś czas nadal dojeżdżałem na treningi szybowcowe do Wrocławia. Jednak wkrótce musiałem zaprzestać jeździć. Zmusiła mnie do tej decyzji sytuacja rodzinna. Młodszy brat otrzymał powołanie do wojska, ja natomiast musiałem zacząć coraz bardziej się troszczyć, pomagać coraz starszym rodzicom – którzy wymagali opieki. Rozpocząłem również poszukiwanie pracy. Miałem kilka propozycji jednak spoza Cieszkowa, wybrałem pracę w PGR Cieszków – w grupie remontowo – budowlanej. Pracowałem tam aż do emerytury – do 1982 r., w różnym charakterze, m. in. elektryka. W międzyczasie starałem się w dalszym ciągu podnosić swoje kwalifikacje zawodowe – zdobyłem uprawnienia czeladnicze w kursie organizowanym przez Izby Rzemieślnicze, z myślą że kiedyś będzie mi dane prowadzić własną działalność gospodarczą"
Leopold Broszko